Gdzie szukałam mebli kuchennych

Remontując kuchnię i przygotowując się do kupna nowych mebli kuchennych, przejrzałam setki stron różnych sklepów i salonów meblowych. W końcu znalazłam jeden dzień w tygodniu, by przejść się osobiście i zobaczyć to, co wybrałam oglądając meble na monitorze komputera. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie kupić ich właśnie przez stronę internetową. Zdecydowałam się jednak, że chcę je najpierw zobaczyć, dotknąć, sprawdzić. 

Na żywo meble wyglądają inaczej

salon mebli kuchennychWybrałam się zaraz po pracy. Miałam na kartce napisane zestawy mebli, które mnie interesowały. Poszłam więc do sieciówki, poszukałam danych modeli i… zmieniłam zdanie. Nie chcę ich. Wyglądają trochę inaczej niż myślałam. Jednak meble oglądane na żywo wyglądają zupełnie inaczej. Dobrze, że się wybrałam na te zakupy, a nie zamawiałam ich w Internecie. Są ładne, ale… ale to nie do końca to, czego szukałam. Ze smutkiem opuściłam sklep bez łupów. Pomyślałam, że moje plany legły w gruzach. Miałam dziś szykować sobie kolację już w nowej kuchni. I gdy tak szłam zamyślona i przyznam szczerze – smutna, moim oczom ukazał się on. Stanął przede mną. Dosłownie zastawił mi przejście do domu. Był to salon mebli kuchennych. No tak! Przecież w naszym mieście jest taki salon. Weszłam pełna nadziei do środka. U progu przywitała mnie miła Pani. O tak. Brakowało mi tego w sieciówce. Wypytała z dokładnością, czego oczekuję od moich nowych mebli. Ile szafek potrzebuję, czy chcę wyspę, czy lodówka ma być zabudowana. Powiedziała, że pokaże mi kilka kuchni, które spełniają moje oczekiwania. Każda z nich była zrobiona z innego drewna. Miła pani powiedziała jednak, że kolor drewna mogę sobie dobrać taki, jak chcę. Tak samo z gałkami przy szafkach. Blaty też mogą być inne. Przechodziłyśmy od jednej kuchni do drugiej, a każda następna była piękniejsza. Miały one wyspy z krzesłami barowymi, lub stoły  eleganckimi krzesłami. Niektóre były typowo rodzinne, inne aż krzyczały „to kuchnia młodych i szalonych singli”. W czasie tego spaceru między szafkami, zlewami i wyspami okazało się, że dziewczyna, która mnie oprowadza, to wnuczka mojej sąsiadki. Tej miłej starszej pani, która opiekuje się moim kotem, gdy muszę wyjechać i nie mogę go zabrać ze sobą. Ucieszyłam się, że kupię tam swoje meble.

Gdy już wybrałam szafki, które mi się spodobały, poszłyśmy usiąść w ustronne miejsce, gdzie nikt nam nie przeszkadzał. Dostałam wiele wzorników. z kolorami blatów i drewna na szafki. Ustaliłyśmy, jak ma wyglądać moja kuchnia. Powiedziałam, jaki chcę kolor szafek i blatów. Określiłam, ja ma wyglądać moja kuchnia, a miła dziewczyna, która mnie oprowadzała, pokazała mi kilka klamek. Wszystkie pasowały do szafek, które wybrałam. Każda jednak zmieniała troszkę styl panujący w kuchni. To szczegóły tworzą całość. Wybrałam te klasyczne. Za kilka dni będę miała wspaniałą kuchnię. Już nie mogę się doczekać.